Strona:Poezye (Odyniec).djvu/501

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co cię przedtém, jak niegdyś Minosowa córa,
Wywiodła z labiryntu błędów Epikura,
Ceniąc szczerość twych ogniów, gorąc niemi zgodnie,
Niezgasłą w nich Hymenu zapala pochodnię.

Oby jéj blask niećmiony, jak smug światła z góry,
Świecił wam w drodze życia przeze mgły i chmury,
Jak dziś serca mojego pomrok rozwesela,
Zwiastując choć jednego szczęście przyjaciela!

Pozwól więc, że tém słodkięm uczuciem przejęty,
Życzeniami zakończę rym sporem zaczęty.
Ale nie! nie chcę tego nieméj zwierzać mowie,
Co chyba serce pojmie, a oko wypowie.
Sam pośpieszę, jak skoro będę mógł pośpieszyć,
I tobie powinszować, i siebie pocieszyć,
A czerpiąc dobrą wróżbę w przyjaciela losie,
„Piękniejszą od Tulczyńskiéj światu śpiewać Zosię.“