Strona:Poezye (Odyniec).djvu/401

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— „Ty wieszczka nad wieszczki? — Skłamałaś zuchwale!
Ja wieszczką nad wieszczki znam tylko Ringwallę.

„Kto raz ją obaczył — ten spójrzał na słońce.
A czém są przy słońcu robaczki świecące?

„I na co mi wszystkie bogactwa i chwała,
Gdy ona ich ze mną podzielić nie chciała?

„Wzgardziła tém wszystkiém, co niosłem jéj w dani.
Ja nie chcę żyć bez niéj — i umrę tu dla niéj.“ —

— „Nie umrzesz, Haraldzie! Ringwalla cię kocha.
Lecz przecz–żeś ją sądził, że próżna, czy płocha?

„Nęciłeś ją blaskiem swych bogactw i chwały;
A o tém, żeś kochał, twe usta milczały.“ —

—„Ach! jażbym śmiał sobie wzajemność jéj wróżyć,
Nie mając, nie wiedząc, czém na nią zasłużyć?

„Cześć pęta milczenia na usta mi kładła.
Lecz wieszczka–dziewica, czyż sama nie zgadła?“ —

— „A tyżeś, dla czego natchnieniem poety
Nie przeczuł, nie uczcił milczenia kobiety? —

„Lecz serce za serce! zrównała się szala!
I obacz, kto jestem!“ —
—,,O Nieba! Ringwalla!“ —