Strona:Poezye (Odyniec).djvu/384

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Próżno chce wznowić, co czuł przed chwilką;
Spójrzał ku Niebu — lecz myśl go tylko
Ku morskiéj ciągnie otchłani.
Miłość zaćmiła nadzieje wiary;
Został mu tylko pochop ofiary,
Ofiary za Nią, lub dla Niéj.

Jéj snać wiadoma uczuć ta zmiana.
Skutek jéj czaru w duszy młodziana,
Bo pieśń ozwała się słowy:
„Tobie oświéca księżyc me lica,
„Twoje mi kryje gęsta przyłbica.
„Hełm twój żelazny zdejm z głowy!“ —

Rycerz zdjął szyszak, zwiesił na łęku.
A ona znowu: „Włócznia w twém ręku
„Wstręt we mnie budzi i trwogę.“ —
On włócznię utkwił w ziemię — a ona;
„Stal miecza twego we krwi zbroczona,
„Do krwi się zbliżyć nie mogę.“ —

Rycerz odpasał miecz swój od boku,
Zeskoczył z konia, i pomknął kroku
Ku szklannéj morza topieli.
„W uścisk się złączyć nie mogą razem
„Pierś kochająca z twardém żelazem.
„Twój pancerz jeszcze nas dzieli.“ —

Rycerz na brzegu złożył swą zbroję.
„Pójdź–że, pójdź, — woła — w objęcia moje!
„Spełniłem wszystko, co żądasz. —