Strona:Poezye (Odyniec).djvu/385

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Cóż–to? uciekasz? — Niewdzięczna! sroga!
„Ja cię tak kocham! — Zkąd ci ta trwoga,
„Że z nią tak na mnie spoglądasz? —

— „Precz, precz z twych piersi to cacko złote!
„Złoto znieważa uczuć pieszczotę,
„To mi twe serce zasłania!“ —
—„Nie! — to najświętszych uczuć zadatek,
„To krzyż, co kiedyś najlepsza z matek
Dała mi w chwili skonania.“ —

— „Nie chcę go, nie chcę! Rzuć go od siebie!
„Ja kocham ciebie, ja pragnę ciebie,
„Rzuć — a jam twoja na wieki!“ —
—„Nie! — to spuścizna mojéj rodziny,
„Skarb mój najdroższy, zakład jedyny
Matki i Niebios opieki.“ —

—„O! ja nieszczęsna!“ — i w głosie pieśni
Załkała rozpacz; — a im boleśniéj,
Tém głębiéj serce przenika.
Groźby i łkania, gniew i błagania
Zlała jak w jeden ton obłąkania,
Namiętna, rzewna, i dzika.

O! i w nim w duszy walka straszliwa!
Ona podpływa — on krzyż porywa,
Porwał — i do ust przycisnął.
Powietrze drgnęło wściekłemi jęki —
A w téjże chwili promień jutrzenki
Jak błyskawicą zabłysnął.