Strona:Poezye (Odyniec).djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Goni — a drugi jak z procy
Ucieka. A ten, co goni,
Własna snać głowę ma w dłoni,
I za ściganym tą głową,
Raz w raz, jak kula działową,
Ciska — a skoro odbita
Odskoczy — on znów ją chwyta,
By wnet znów cisnąć na nowo.

To ów przyjaciel z Tukajem.
Tak pokutują nawzajem.
I póty będą, aż póki,
Wnuki ich, albo prawnuki,
Świadomi smutnych przykładów
Dziadów swych, albo pradziadów,
A świadki kary nad niemi —
Nie oduczą się powoli:
Jedni hołdować swéj woli,
A chcieć żyć tylko dla ziemi;
Drudzy, nakłaniać wnet ucha
Na słowa cudzego ducha,
Choćby był w zmowie ze złemi.

1854.