Strona:Poezye (Odyniec).djvu/380

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Tyś nieodrodny w swym rodzie,
„Mądry — lecz zawsze po szkodzie!
„Gdybyś był czynił wytrwale,
„Co teraz krzyczysz w zapale,
„A w czas mu głowę przyłożył,
„Tukajby może i ożył.
„Lecz teraz — czas już przeminął!“ —
Rzekł — świsnął, chychnał, i zginął.

A wtém — o! Jezus Maryja!
Północ dwunastą wybija.
Tukaj miał wstać o północy! —
Przyjaciel skoczył jak z procy. —
Alić, u progu alkowy,
O! zgrozo! Tukaj bez głowy
Stoi, a w ręku swą głową
Grozi jak kulą działową.
Cisnął — i nagle po domu
Rozległ się jakby trzask gromu. —
W całym powiecie słyszano
Ów nocny łoskot — a rano
Ze wszech stron zbiegła się zgraja
Na gruzy zamku Tukaja,
Próżno chcąc zbadać przyczynę
Czemu tak runął w ruinę.
Co jako wielka mogiła,
Tajnię téj nocy pokryła. —

Lecz wkoło góry Żarnowéj,
Lud dotąd widzi co nocy
Dwa cienie: jeden bez głowy,