Strona:Poezye (Odyniec).djvu/378

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Do głów tych, jak pustych dzbanów,
„Lać wyskok mądrości nowéj —
„Ów nektar, którego dzielność
„Bogów ma czynić z bałwanów,
„Nicości dać nieśmiertelność!....
„To dział tych wielkich, tych dzielnych,
„Tych Boskich i nieśmiertelnych,
„Mistrzów z nad Sprei i Pregli,
„Co po nad ziemią się zbiegli,
„Jak mglistych komet jajości:
„I twardo–mocni nauką,
„Jak w bitki wzajem się tłuką
„Na firmamencie mądrości!

„Lecz biada, biada mu, ktoby,
„Mając dokonać téj proby,
„Szedł torem ślepéj natury!
„W czyichby ręku ta nowa,
„Wsadzić mająca się głowa,
„Była téj saméj struktury,
„Lub w takim samym została
„Stosunku do reszty ciała,
„Jak ta, co dziś ją człek dźwiga —
„Istną makówkę łodyga,
„Rodzącą tylko nasienia
„Uśpienia, lub upojenia.

„Za piérwszy przeto warunek,
„I sine qua non — potrzeba,
„Stargać jéj z sercem stosunek,
„I wzrok osłonić od Nieba:
„By ciągły ruch serca rzutu
„Nie mącił w niéj Absolutu,