Strona:Poezye (Odyniec).djvu/377

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„I drugie ciała kołysze.
„Z bytu jego w każdém ciele
„Zostaje tylko tak wiele,
„Ile kto w księgach zapisze.
„O kim zaś raczą w swéj głowie
„Pamiętać Filozofowie,
„Ten dopiéro rzeczywiście
„Żyje w Bogu wiekuiście —
„Co gmin ślepy Niebem zowie.” —

Gospodarz w ciągu téj mowy,
Jak oczadzony, z początku
Czuł tylko kręcenie głowy;
Ale przy dalszym jéj wątku,
(Jak zwykle w oczadzie bywa),
Poczuł nudzenie i ckliwość.
Już, już na wybuch go zrywa —
Lecz się uzbroił w cierpliwość,
Ściął zęby, i znów w milczeniu
Słucha. — A gość o wskrzeszeniu
Tak zaczął:
„Chcieć wskrzeszać ciało,
„Formę człowieka, czy ludu,
„Głupcom się tylko ubrdało.
„Rzecz zresztą nie warta trudu!
„Bo forma ciał nie okréśli
Absolutu życia myśli.
„Ale podźwigać tułowy
„Ludów, narodów, lub stanów,
„Gnijące w śmierci mysłowéj;
„Im nowe nasadzać głowy;