Strona:Poezye (Odyniec).djvu/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   313   —

Lecz nim zgaśnie, raz jeszcze w pełni majestatu
Nieśmiertelne swe jutro zapowiada światu: —
Tak dusza Chrześcijańska, przed ostatnią probą,
Ucisza się w pokoju; i jakby chcąc z sobą
Zabrać i unieść wszystkie swe cnoty na ziemi,
Wsiąka je, i nie wiedząc promienieje niemi.

Tak był On. — Obmytemu u pokuty zdroju
Bóg snać wlał taką słodycz wnętrznego pokoju,
I tak podniósł go w duchu — że z téj wysokości
Stanął przed nim zarazem i obraz przeszłości,
I nadzieja błękitną przyszłość odsłoniła.
Czuł jéj blask — lecz nie wiedział, że to wieczność była.
I ufny, z pełni serca, przed okiem przyjaźni.
Rzucał w nią, jakby resztę gwiazd swéj wyobraźni:
A wszystkie były tylko iskry lub odbicia
Jednéj — stałéj, słonecznéj przewodniczki życia,
Miłości: Boga, kraju, ziomków, towarzyszy,
I domowéj rodziny, i wiejskiéj zaciszy,
Gdzie wrócić — którym jeszcze błogosławić, służyć
Chciał w życiu — które, mniemał, że Pan chce przedłużyć.

Lecz Pan inak rozrządził — i sam mu swą wolę
Obwieścił: — nie przez trwogę śmierci, nie przez bole,
Nie przez strach nawet sądów swych i Majestatu: —
Lecz jak wstępował w Niebo, błogosławiąc światu,