Strona:Poezye (Odyniec).djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I nie strach sądów świata, nie troska o chwale,
Miotały sercem twojém; — nie! tyś drżał o dary
Dane ci i natchnione — by ich bez użycia
Nie strwonić; by z nich żadnéj cząstki, jak z ofiary,
Nie użyć sam dla siebie; by treść prawdy życia
Wydać w pieśni, jak w czynie; — tak, jak wszystkie czyny
Dostrajałeś do tonu wieszczych natchnień ducha.
Trud dla Prawdy — to dla cię był pokój jedyny.
Ofiara — jedno szczęście; — Krzyż — jedna otucha!

Jeden twój grzech — żeś nazbyt żądał sam od siebie,
Żeś chciał nazbyt wysoko dojść o ludzkiéj sile:
Chciał stać się doskonałym, jak Ojciec na Niebie,
Myśląc, żeś mógł i musiał: — i nie tylko tyle,
Ile da i dozwoli w tobie Pan. — Tyś sądził,
Że życie — to już tylko czas działać, nie prosić;
Czas zdobywać, nie czekać! — O! jeśliś w tém zbłądził.
Męczenniku twéj cnoty! odcierpiałeś dosyć.

I Pan snać twe cierpienia ujrzał i przebaczył,
Gdy do łoża twéj śmierci posłał ludzi dwoje,
Abyś w nich, jako w żywém zwierciadle obaczył,
O czém tu już rozpaczać jęło serce twoje:
Geniusz Chrześcijański, i świętość Anielską. —
Oboje oni duszą kochali cię bratnią,
Oboje z poświęceniem i łzą przyjacielską
Przynieśli ci na ziemi pociechę ostatnią,