Strona:Poezye (Odyniec).djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DO IGNACEGO CHODŹKI.

(Z Częstochowy).




Po śladach wszystkich naszych i wielkich, i świętych,
Królów, kapłanów, wodzów, i wieszczów natchniętych,
Ubogi pielgrzym wszedłem na szczyt Góry owéj,
W próg przybytku Niebieskiéj i naszéj Królowéj,
Zkąd, jakby z duchowego wyżyny Horebu,
Czy w dół spojrzysz ku dziejom, czy w górę ku Niebu,
Przed narodowéj chwały i Boga obliczem,
Musisz zapomnieć siebie i poczuć się niczém.
Jako duch wyszły z ciała, na wieczności progu,
Co już umarł w człowieku, a ma ożyć w Bogu.

I gdy w téj chwili cudu, strasznéj i uroczéj,
Z otchłani zda się grobów, i z Niebios przezroczy,
Wyszły, i wkrąg przed emną stanęły postaci,
Wielkich przodków, a sercem miłowanych braci,