Strona:Poezye (Odyniec).djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I gdym wnet przedeń wiódł cię do kobierca,
Byś na nim miłość poprzysiągł wzajemną,
I mój od młodu brat z ducha i z serca
I krwi braterstwem połączył się ze mną:
Głos braci wzajem brzmiał z dalekiéj ziemi:
Królowo nasza, opiekuj się niemi!

Dziś my znów z tobą na cudownéj Górze
Wzywamy społem Najświętszéj opieki:
Lecz te, co niegdyś w jednym brzmiały chórze,
Głosy najmilszych — zamilkły na wieki!
Z tylu ich, z tylu — zostaliśmy sami!
Królowo nasza, zlituj się nad nami!

Lecz gdzież na ziemi jest miejsce, z którego
Bliżéj nam ku nim — ku świętym, ku czystym? —
O wy! z przybytku wesela wiecznego
Jeśli patrzycie ku stronom ojczystym,
Głos wasz połączcie z naszemi modłami:
Królowo nasza, zlituj się nad nami! —
9 Lipca, 1857.