Strona:Poezye (Odyniec).djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


∗             ∗

I duch Poety z wysoka, z nad świata,
Widzi tę żałość, ten hołd ludu swego.
Widzi, że osiągł, co chciał: że zapłata,
Za którą gonił, nie zawiodła jego.

Świat mu dał wszystko, co mógł; co wieszcz może
Żądać od świata. I urok téj chwały,
Urok tryumfu — lecący ku górze
Duch jego, jeszcze ku ziemi wiązały.

Lecz próżno! wyższa siła go porywa.
Gdzie mu na wieki Pan zostać przeznaczy.
I słyszy straszny głos, który go wzywa
Przed tron Sędziego — co sądzi inaczéj.

Przed którym mądrość tego świata — głupstwem,
Wielkość — jest tylko gwałtem, lub morderstwem;
Sława — próżnością; miłość — samolubstwem;
A pieśń dla chluby tylko — swéj — bluźnierstwem.

∗             ∗

I ziemia wnet znikła z pod stopy Poety,
W błysk oka prześcignął gwiazd kręgi;
Miljony słońc minął przelotem komety —
I przed nim — blask Bożéj potęgi!

A nad nim z jasności, z przybytków przedwiecznych,
Brzmią chóry Zastępów i Tronów;