Strona:Poezye (Odyniec).djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak drudzy oręż, ująłem za pióro.
Że mi nie idzie, aby imię moje
Wsławić u świata: — lecz aby z méj pracy,
W dziejach jéj, Panie! cel i wolę Twoję,
Jak ja sam, przez mię pojęli rodacy.
I z cnót naukę, a z błędów przestrogę
Czerpiąc na przyszłość — szli, wespół z wszystkiemi
Braćmi w Chrystusie, prostować Twą drogę,
I Twe Królestwo budować na ziemi!...

O! i niech piętno sromoty i kaźni
Spadnie na pióra! coby śmiały po mnie,
Z lichéj rachuby, lub czczéj wyobraźni,
Prawdę dziejową deptać wiarołomnie! —
Próżna ich ufność w sztuce lub rozumie,
W namiętnych rzutach, lub zwrotach wykrętnych!
Duch nie tchnie światłem ku fałszom i dumie,
Jak słońce w zdrojach nie przejrzy się mętnych.
I talent będzie — nie jako przewodnia
Gwiazda niebieska, co świeci nad braćmi:
Lecz lub jak ognik, co mami przechodnia,
Albo jak głównia, co blask dymem zaćmi...
1854.