Strona:Poezye (Odyniec).djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I gdzież są ślady ich dzieł, prac, i chwały?
Pamięć ich zasług, cnót, i geniuszu?
Blask ich tryumfów, zwycięztw, majestatu?
Gdzie są? — W Homerze tylko, w Liwiuszu.
W pieśniach, lub w dziejach! — I gdyby ich światu
Nie rzekł głos wieszcza lub dziejopisarza,
Któżby znał imię Bohatera–Greka,
Kto moc i wielkość Rzymskiego Mocarza? —

Dziejopis przeszłość po raz drugi stwarza!
I jak duch w Bogu, tak sława człowieka
W nim, przezeń tylko wiekuje na ziemi. —
Bóg i on tylko sędzia nad wszystkiemi!

Lecz cóż gdy zbłądzi? gdy dumny lub płochy
Sąd, skrzywi prawdę, któréj nie zrozumie? —
Cóż, że tu milczeć będą martwe prochy? —
Lecz tam! ich duchy — gdy on sam w ich tłumie
Stanie przed Sędzią, co jeden wié jasno
Prawdę wszystkiego: — czyż się nie upomną
O cześć, o krzywdę Prawdy — i swą własną? —
Czém zdoła zgładzić potwarz wiekopomną,
Jeśli nie wiecznym wstydem i zgryzotą? —
A gdzież szaleniec, coby śmiał w swéj dumie
Czuć się niemylnym? — on, co za ciemnotą
Siebie samego wskroś przejrzeć nie umie!

(Powstając i wznosząc ręce ku Niebu)

O! Źródło życia, prawdy i światłości!
Ty mi bądź świadkiem, że z czcią i pokorą
Służąc ojczyźnie: z jéj tylko miłości,