Strona:Poezye (Odyniec).djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I ufny w jego, a nie w swojéj sile,
Lub na jéj godne odważył się dzieła,
Lub sam czuł zadość, czyniąc tylko tyle,
Ile go ona wzmogła i natchnęła.

Tak — dzięki Tobie niech będą na wieki! —
Zaledwiem przestał ufać siłom własnym.
Zaledwiem uznał cud Twojéj opieki,
Pokój w méj duszy zaświtał dniem jasnym.

I pomnąc dumne młodéj myśli szały,
Rzekłem: „Ty dzierżysz darów Twoich szalę!
„Daj mi Cię uczcić — nie blaskiem méj chwały,
„Lecz ich użyciem ku Twéj tylko chwale!“ —

I ledwo bojaźń sądów tego świata,
Jak duch kuszący, z myśli ustąpiła:
Wnet jak ożywczy chłód rosy śród lata,
Nie moja we mnie rozlała się siła. —

Co bądź z niéj wzrośnie — duch mój stąd nie rości
Praw do swéj chluby; byle Prawdzie g’woli,
Tobie niósł w pieśni cześć na wysokości,
A pokój myśli ludziom dobrej woli.
1830—50.