Strona:Poezye (Odyniec).djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Albowiem biada! i stokroć biada!
Kto woli Pańskiéj stawać śmie wbrew;
Kto Prawdę Pańską ćmi; kto przykłada
Serce do zdrady: lub czyja rada
Bliźnich na bliźnich poduszcza krew!

I stokroć biada szaleńcy! który,
Jak niegdyś w raju zwodniczy wróg,
W lud prosty w myślach, lecz w sądach skory,
Zamiast miłości, zamiast pokory,
Tchnie szał swéj pychy: „Tyś jako Bóg!“

II.

Jeszcze nie przyszła druga Niedziela,
Jak Pan w Syoński wstąpił swój gród:
Jakiż w nim znowu głos Izraela? —
O! nie miłości! o! nie wesela!
Choć ten sam jeszcze i Pan, i lud.

Wiarę zachwiała zdrada Judasza,
Faryzeuszów zakwitnął siew.
Lud, co tak wielbił, sam się doprasza
O sąd, o wyrok na Messyasza,
Sam na się Jego przyjmuje krew! —

Z uśmiechem wzgardy Faryzeusze
Święcą już w sercu tryumf swych zdrad;
Piłat gotuje sąd i katusze:
Zwątpienie uczniów owładło dusze —
I przeciw Bogu jest cały świat! —