Strona:Poezye (Odyniec).djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo oto chwila wielkiéj godziny,
Gdy odkupienia staje się cud.
Syn Boży cierpi za ludzkie syny —
Cierpi przez wszystkich, za wszystkich winy:
Za króle, mędrce, kapłany, lud! —

Ale na Niebie Anielskie chóry,
Ale w otchłani piekielny wróg,
Wiedzą — że oto kres, po za który
Stary świat w nowe pójść musi tory,
Za Panem panów, za Sługą sług! —

I na Niebiosach hymn uwielbienia,
I wściekłość w głębi piekielnych jam. —
Ziemio! ty tylko, w mgle zaślepienia,
Chcesz — lecz nie z góry czekasz zbawienia,
I ufasz tylko w swój rozum sam! —

O! i doświadczysz jego roboty.
Byś sama o nim wydała sąd!
Zbawcę powiedziesz na krzyż Golgoty,
Do pęt swych przydasz piętno sromoty,
I prawdę w głębszy odepchniesz błąd.

Aż przyjdzie ciemność, co cię przelęknie,
Budząc żal żalów i skruchę skruch;
Aż samolubstwo w łzach swych rozmięknie,
Aż pycha myśli pod Krzyżem klęknie —
I wtedy z Krzyża — zaświeci Duch.