Strona:Poezye (Odyniec).djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ŚWIAT DUCHÓW.




Już za górami słońce skonało:
Jakaż to wsparta na grobie,
Oczy zakrywszy chusteczką białą,
Płacze dziewica w żałobie?

Po kim to może płakać tak rzewnie? —
Ach! z niespłonionych jéj liców.
Z łez nietajonych, zgaduje pewnie,
Że to mogiła rodziców! —

Lecz oto słowik zamilknął w lesie,
Zdrój bliski ciszéj szeleści: —
Echo tłumiony głos ku nam niesie,
Słuchajmyż głosu boleści!

„Szczęśliwszy, kogo zaraz z powicia
„Los na sieroctwo przeznaczy!
„Bo choć nie dozna słodyczy życia,
„Nie dozna mojéj rozpaczy.