Strona:Poezye (Odyniec).djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Czułeś ma wyższość, taiłeś twą zawiść —
„Aleś ty wiedział, że w twym mniszym stanie,
„Każda myśl wyższa obudza nienawiść,
„A każdy wolny duch — prześladowanie.
„Wzmogłeś mi serce i pchnąłeś na trudy,
„Bym zginął w walce z waszą chytrą władzą;
„A sam popełzłeś drogami obłudy,
„Co jedne u was do władzy prowadzą!...
„Lecz ducha mego jarzmo nie ugięło,
„Pęta niewoli silny zerwał jeniec. —
„Tryumfuj teraz, i kończ twoje dzieło!
„Tyś Arcy–Biskup! — a ja, potępieniec!“ —

Struchlał mąż Boży — a ten cios morderczy
Nazbyt głęboko dosiągł tkliwéj duszy.
Upadł jak martwy; — a kacerz bluźnierczy
W więzieniu czekał wyroku katuszy.

I czekał długo. — Wieści się rozniosły
O tém, co zaszło. — Lud dziwił się zwłoce.
Biskup rozsyłał to listy, to posły,
na modlitwie trawił dni i noce.

Aż pożądana z Rzymu i od tronu
Wieść przyszła, kojąc niepokój i bole:
Papież pozwolił wrócić do zakonu.
Król losy więźnia zdał na jego wolę. —

I wnet prysnęły rygle i kajdany.
I już nie Sędzia, nie Pasterz — lecz raczéj