Strona:Poezye (Odyniec).djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

A wszakoż biada! kto złych sług winy
Śmie kłaść na Pana, i tém się trwoży! —
Kościół Chrystusow — to nie gmach z gliny,
Nie chór Lewitów — ale Duch Boży!

Duch, Zbawca świata; duch, Pasterz ludu;
Duch, żar Miłości; duch, światło Wiary;
Duch, tchnienie Łaski; duch, siła cudu;
Duch, wieniec krzyża każdéj ofiary!

Kto w tym kościele hołd Panu składa,
Kto w nim za Prawdę poświęca siebie;
W tym Pan na ziemi żyje i włada.
Jak Wszechmogący w Trójcy na Niebie. —

I był mąż taki w Padwie strwożonéj,
Mąż znaczny tylko w gronie klasztorném,
Jak zakon jego między zakony,[1]
Wysokim duchem, sercem pokorném.

Świat dziś i Kościół czczą jego imię,
Ale nikt wonczas nie wiedział o nim.
Obcy we we Włoszech,[2] nieznany w Rzymie,
W Padwie był tylko bratem Antonim.

On jęk usłyszał dzieci Kościoła,
On poczuł świętość stanu kapłana.
On zdał się w duchu na głos Anioła,
Poszedł, i stanął w obec tyrana.


  1. Zakon Ś. Franciszka z Assyżu.
  2. Ś. Antoni był rodem z Portugalii