Strona:Poezye (Odyniec).djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I woła: „Biada wam, biada!
„Wy świętéj Prawdy oszczercy!
„Wy cudzéj właści wydziercy!
„Na wstyd wasz i ukaranie
„Umarły z martwych powstanie,
„Aby obaczył świat żywy,
„Że Bóg jest — Bóg sprawiedliwy“ —

Umilkł — a głos ten grobowy,
Jak z chmury grom piorunowy,
Na twarz obalił co żyło. —
A gdy po chwili struchlenia,
Ku górze wznieśli spojrzenia,
Już ani śladu widzenia,
Ani widziadła nie było.
 
Ale na Skałce, w kościele,
Grzmią trąby, kotły, organy.
Sąd, lud, z Biskupem na czele,
Żal swój, cześć, dzięki, wesele,
Idą nieść Panu nad Pany.

I Biskup już u ołtarza
Wzniósł hymn — i lud go powtarza,
Hymn uroczysty, zwycięzki.
A nad nim w górze Anieli,
Co już i przyszłość wiedzieli,
Wzruszeni — ale weseli,
Unoszą wieniec męczeński.
1854.