Strona:Poezye (Odyniec).djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszedł — gwar zamilknął dokoła,
A z oczu jego, a z czoła,
Z postawy całéj, z oblicza,
Tchnie świętość tak tajemnicza,
Tak uroczysta — że w sali
I sąd, i wszyscy powstali,
I cześć ich zdjęła.
On rzecze:
„Przeciw mnie prawo człowiecze,
„Lecz Prawda za mną! — Dowodów
„Nie mam; boć wiecie, śród godów
„Piotrowin zmarł niespodzianie.
„Ale mam świadka, co stanie
„Za mnie, i razem za siebie,
„Świadczyć przed wami wszystkiemi,
„Że jest Bóg żywy na Niebie,
„Bóg wszechmogący na ziemi!“ —

Rzekł — i sam piérwszy po przedzie,
I sąd, i cały lud wiedzie
Na świeży grób Piotrowina.
I — „W imię Ojca i Syna
„I Ducha Świętego“ — rzecze:
„Z grobu twojego, człowiecze!
„Wstań, i świadectwo daj cudem
„Bogu i Prawdzie przed ludem!“ —
Skończył — struchlała gromada.
Ziemia drży — grób się rozpada,
I na mogiły rozłomie
Piotrowin stanął widomie.