Strona:Poezye (Odyniec).djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Do posądzenia; on kocha,
„Lecz miłość zmienna czy płocha,
„Lecz zapał jego za lada
„Pozorem ćmi się i spada. —
„Ty znasz go, Panie nad Pany!
„Ten lud Twój nowo-wybrany:
„Jak wespół z dobrém, podziela
„I wszystko złe Izraela:
„I by Twe spełnił zamiary,
„I by nie ściągnął Twéj kary,
„Jak jeden tylko duch wiary
„Wspomódz go może w potrzebie:
„Wiary w Twój Kościół, i w Ciebie! —
„Zbawże go, Ojcze na Niebie!
„Strzeż od zwątpienia! — A jeśli
„Maja mię strącić, jak wznieśli:
„Panie! mnie dotrwać w téj próbie,
„A choćby na mym już grobie,
„Daj chwałę: Prawdzie i Sobie!“ —

Skończył.— Lecz jakaż otucha,
Jaki strach przenikł w nim duszę? —
Porwał się z ziemi, i słucha. —
Lecz wkoło pusto, noc głucha —
On jednak słyszał! — głos Ducha.
I w rozrzewnieniu i skrusze
Poznał, że Pan doń przemówił.
I pełen wiary Mojżesza,
Jak on z Horebu, pośpiesza,
Gdzie już szemrała nań rzesza,
A sąd swój wyrok stanowił.