Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tak mędrek, co łyknął wiedzy
I upił się nią jak winem,
Wytwory własnego mózgu
Ogłasza bóstwem jedynem.

Na rzeczy wyższe nad rozum
Rzuca szyderskie oszczerstwo,
Szał poczytuje za siłę,
A za argument — bluźnierstwo.

Puszy się, jak dumne pawie,
Przeklina porządek stary,
I święci rozpustą ducha
Pogańskie ostatki... wiary!

Wre bal w mieszczańskim salonie;
Kwiatami strojna sień cała,
Przy drzwiach lokaje w liberji —
Bo pani domu tak chciała.

Chęć jej dla męża rozkazem;
A gdy zażąda pieniędzy,
On musi wziąć ich choć z piekła,
Za cenę jutrzejszej nędzy.

Teraz, po burzy małżeńskiej,
Wyszedł na miasto półżywy,
I przyniósł na koszta balu —
Lecz kwit podpisał... fałszywy.