Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Patrzcie — zgrzybiały ten dzieciak
Był światłem bożem bogaty;
Bóg dał mu złoto talentu,
On przekuł je na dukaty.

Skarb swój pod zimne niósł stopy
Fryn, co się karmią sercami,
I życie było mu całe
Gonitwą za wrażeniami.

Dziś, gdy na niego kusząco
Zerknie Kupido szyderca,
Porywa stalowe pióro
I iskry krzesać chce z serca.

Lecz serce to utraciło
Blask i wytrwałość djamentu,
I, starzec w męczarniach ducha
Święci ostatki... talentu!

Jak ten, którego upoją
Trujące haszyszu pary,
Piękniejsze nad rzeczywistość
Spostrzega przed sobą mary —