Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Chwilami troska wewnętrzna
Chmurą pokrywa mu lice —
On wówczas głośniej się śmieje,
I częściej wychyla szklenice.

Ale ta jego wesołość
Brzmi jako fałszywe struny —
Czemu? — bo dzisiaj młodzieniec
Święci ostatki.. fortuny!

Przed strojną królową balu
Korzą się młodzi i starzy;
Królowa jednych trucizną,
A drugich słodyczą darzy.

Każde jej oczów błyśnienie
Jest grotem, co w serce godzi;
U lilipucich jej nóżek
Mrą tłumnie starzy i młodzi.

A jednak w śmiechu tej pięknej,
Chwilami, jak stal coś zgrzyta —
Czy nie dość zyskała ofiar?
Czy jeszcze zwycięztw nie syta?

Jakiż to robak zdradliwy
Wśród łona tej róży gości?
Niestety! królowa balu
Święci ostatki... młodości!