Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To się sułtan kłania, prosi,
Co ma tylko wszystko znosi,
Srebro, złoto, atłas biały,
— Nic nie nada weź ty sobie,
Na co nam się srebra zdały,
Ja atłasem nie ozdobię
Mojéj duszy — to znów błaga,
Ale wszystko nie pomaga.
Aż dopiero na talmudzie
Jak poprzysięgał, że nie ruszy
Chrześcijańskiéj żadnéj duszy,
Tak dopiero nasi ludzie
Odstąpili — dziękuj Bogu,
A znaj kniazia na Ostrogu

Jak postarzał że z świetlicy
Nie mógł na swiat wiele chodzić,
By tęsknotę ułagodzić,
Kazał sobie przy łożnicy
Na torbanie codzień grywać
I kozackie dumy śpiewać,
Więc jak nieraz się zasłucha,