Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Siedzi martwy jak bez ducha,
Ręce na pierś założone
Tylko usta uśmiechnione,
Tylko wąs się czasem ruszy,
Kiedy mu tam coś do duszy
Jakoś więcéj przemówiło,
To się oko roziskrzyło,
I odetchnął jakby zdrowe
Pił powietrze to stepowe.
Gdy usłyszał rżenie koni,
To leżący hetman stary
Wyschłą ręką macał broni,
Na Moskali na Tatary.
I tak oto miły panie
Skończył hetman przy torbanie
Sławny człowiek.
To ja nieraz
Kiedy dziad pod cerkwią siedział,
Były grosze, nie jak teraz
To i dałem by powiedział:
Téj Przecystéj temu Zbawcy
Jaka bieda w Ukrainie,