Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czy noc chmurna, czy dzień Boży,
Kto się dowie — ot swoboda,
Słup i łańcuch, chleb i woda...

I tak byłby zmarniał może
Wysiadując tę niewolę,
Gdyby nie był się w sokolę
Zmienił postać i nad mury,
Nie wyleciał ponad chmury,
Na ojczyste Zaporoże.
Wtedy kozak jak ja oto
Siedział piejąc dumkę złotą,
A koń przy nim szczypał trawę,
Jedną razą kiedy łzawe
Zwróci oczy, aż tu z góry
Leci sokół szparkopióry,
Leci, leci i upada;
Ha no tak nasz brat zagada:
— Héj ty ptaku z któréj strony,
Czy daleka twoja droga?
Co tam robi uwięziony
Utęschniony kniaź z Ostroga.