Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na to sokół: — Bracie miły,
Przedzierzgnął się w ptasią postać,
I tak leciał co miał siły
Byle się na stepy dostać,
I przyleciał w Zaporoże
Szarpać ścierwo, pić krew wroga,
— Na koń bracia w imie Boże.
Ja — to jestem kniaź z Ostroga. —
I przemienił się w hetmana
W kozackiego atamana.
Ah! tak zaraz sto kureni
Konno, zbrojno wystąpiło,
A co potem ojcze było,
Jeszcze dziś się step czerwieni
Jak się szable rozmachały,
Jak się spisy rozigrały.
Przeklętemu Moskalowi
Upuściłże krwi niemało,
Niewiedzieli zkąd Dnieprowi,
Zkąd Prypeci przybywało,
Czarnéj wody — woda czarna,
Woda czarna — to krew marna.