Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To mi w piersiach tak przestrono,
Tak stepowy wiatr tam chodzi.
Tak się w duszy coś pogodzi,
Jak tych niebios jasne łono,
Kiedy zorzą nad stepami,
Bożym świtem się rozpłonie,
Kładę palce nad strunami,
I powoli brzęczę, dzwonię,
Aż zagrają dumy w głowie,
Niechże wtedy kto mnie powie:
Że ja Kozak nieszczęśliwy,
Ja szczęśliwy, jak Bóg żywy.
Więc o stepach o swobodzie,
Zawsze pełna myśl i głowa,
I o Lachów tym narodzie,
Co dziś ojcze, ani słowa,
Dużo cierpi i co czeka
Na Anioła czy na człeka.

Pany Lachy wasza dola
Była jeszcze kiedyś gorszą,
Gdy Ostrogski wyszedł w pola