Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zajeździłem konia w drodze
Do dziewczyny, do niewiernéj,
A dziś Boże miłosierny
Z krzywym kijem po wsi chodzę.
Zabrał kożuch żyd psiajucha,
Za kożuchem poszło siodło,
Teraz bieda bez kożucha,
Co się wiodło to się wiodło.
Trudna rada, jednak żyję,
Na pociechę wódkę piję,
Wódkę piję, w torban dzwonię,
Miła sercu dawna nóta,
I z dnia na dzień biedę gonię
Taki oto szałaputa.
Jeszcze tylko torban służy,
O trzech stronach to ladaco,
Reszty kupić niema za co,
Niechaj służy jak najdłużéj,
Bo jedyna to pociecha,
Jak się spojrzę na to drewno.
Jak się do mnie tęskno rzewno,
Torbanisko to uśmiecha,