Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mamci ja wszystko co mi potrzeba,
Sakwę na suche okrawki chleba,
Krupkę drewnianą, z lipy wybraną,
Na całe życie jedno okrycie,
Na kroplę wody, tykwę pękatą,
Lada gdzie prześpię zima czy lato,
Czasem jak drzewo szron mnie opruszy,
Nic to nie szkodzi zbawieniu duszy.
Po łzach za grzechy, słowach podzięki,
Kamień pod głowę o jakże mięki,
Po co mi złota, gdy cichą nocą,
Miesiąc a gwiazdy piękniej się złocą.
Po co te z drzewa robione dziwy,
Kiedy piękniejszy skowronek żywy.
Boże łaskawy...
I daléj prawi,
Owoż rycerze gdyście łaskawi,
Tedy mi chatę uproście oną,
Która pod olchą stoi zieloną,
Opustoszałą chatę strażnika,
Nikt jéj nie strzeże, nikt nie zamyka.
A dobra, cicha, w leśnéj ustroni,