Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przez mężów jasnych od srebrnej blachy,
— Zdrowia zawoła powróć mi zdrowie!
Ale Franciszek święty odpowie:
— Iżalim Bogiem, o miłościwy
Odmień swe życie, a będziesz żywy.
Biedny zakonnik cóż ci dać mogę,
Miłość serdeczną, ludzką przestrogę,
Jeśli żyć poczniesz prawie a godnie,
Bóg ci przebaczy rozliczne zbrodnie.
Wstań możny królu tak wielka chwała,
Samemu tylko Bogu przystała.
Na takie szczere, serdeczne słowo,
Król się uśmiechnął, potrząsnął głową,
Królewskie ucho prawda obraża,
Dobrych nie słucha, złych nie poważa,
Stał długo patrzał w mieszczańskiej szubie,
Poczekaj mnichu już ja cię zgubię.
Jeśli mi tylko próba się uda,
Porobię z tobą prawdziwe cuda.

I naprzód salę wskaże mu złotą,
Po któréj ścianach rzeźby się plotą,