Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dopiero w zamku widzieć co było,
Jak się to wszystko od złota lśniło,
One to chełmy, one pancerze,
Które rycerstwo na siebie bierze;
Pazie królewscy wzdłuż przez pokoje,
Trzymali w dzbanach słodkie napoje,
A przy królowéj sto panien w rzędzie,
Sto panien w rzędzie, bogactwo wszędzie,
Lecz co najbardziéj do dziwu wzrusza,
To na jéj szyi brylant jak grusza. —

Ale się święty nie zdziwi wcale;
Co mu tam perły, co mu korale.
Koral na głębi wielkiego morza,
Bardzo to piękna roślina boża,
Jeszcze piękniejsza róża o zmroku,
Jeszcze piękniejszy blask w żywym oku;
Ale i koral rozkruszy burza,
Zwiędnie w jesieni sadowa róża,
I ludzkie oko mało, po mału,
Straci przedziwny urok zapału.
Nic tu trwałego na naszym świecie,