Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kochany ludu, Bóg święty z tobą,
Cóż się tak moją cieszysz osobą?
Czym cię jak Józef obdarzył zbożem?
Czym cię jak Mojżesz prowadził morzem?
Czemu całujesz sukni méj rogi,
Ja tak ubogi jak ty ubogi,
Widzisz ot bosy, na nogach żyły,
I ręce w pracy się narobiły,
Zżółkła mi skóra przyschła do kości,
A żyję z pracy i z opatrzności,
I z łaski nieba z prawdy i z cudu,
Tak jako i ty biedny mój ludu.

Kiedy tak mówi ażci pachole,
Czepiając rączki po starca pole,
Jąkliwym głosem woła od ziemi:
Święty Franciszku błogosław-że-mi!
Zatem staruszek powstrzyma kroki,
I na ten błękit wejrzy wysoki,
Potem na stronę, na tę na owę,
Rozdziela znaki na każdą głowę. —