Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na pracę idzie czy na spoczynek,
Jakby przy matce malutki synek.

Kiedy przed jadłem jako przystało,
Swięty[1] modlitwę odprawił małą,
I ręką boże przeżegnał dary,
Aż tu się stała rzecz nie do wiary:
W śnieżnych odzieniach, w modrych przepaskach,
Zkądciś się wzięli anieli w blaskach!
Jeden w koszyku przyniósł dostatek,
Jabłek pachnących i małgorzatek,
Drugi młodzieniec przyniósł im chleba,
Przyniósł im chleba z samego nieba,
A trzeci miodu w suszu komórkach,
A czwarty lecąc na srebrnych piórkach,
Gdzie który siedział dworski młodzieniec
Przed każdym złożył pleciony wieniec,
Niebieski bławat, nieśmiertelniki,
Polną ostróżkę, dzikie gwoździki,
I zaśpiewali w nucie powolnéj:
— Jam lilja wodna i kwiatek polny! —

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Święty.