Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I właśnie kończył ofiarowanie,
Gdy psów łajanie i rogów granie,
I tentent koni zagrzmi pod bokiem,
Zagrzmi pod bokiem i jednym skokiem
Wpada łaniątko z bojaźni drżące,
I oczy zwraca nań błagające,
Zgina kolanka do nóg mu pada,
I łepek wznosi ledwie nie gada.

Tymczasem strzelce z psiarnią zziajaną,
Zdala świętego człeka przystaną,
Radzi o nowym obwieścić cudzie,
Patrzą się owi królewscy ludzie.
A zaś łaniątko które ów głaszcze,
Spokojnie na psie spogląda paszcze.
Co wywiesiwszy po pas języki,
Leżą na brzuchach jak rozbójniki.

O téj pogoni święty już wiedział,
Bo mu na modłach anioł powiedział:
Że przyjdą ludzie za tropem łani,
Tacy i tacy i tak ubrani.