Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dowiedział się szewc Kiliński jak i co się święci,
Znał Kościuszkę z pierwszéj wojny, chował go w pamięci,
I w obrazek jenerała na szarej bibule,
Nad warsztatem zawieszony codzień patrzał czule.
Myśli tedy co tu robić z tą Moskwą obrzydłą,
Troska w sercu mu utkwiła i siedzi jak szydło,
Przyszły wieści do Warszawy o wygranéj bitwie,
Babka babce powiedziała w ławce na modlitwie.
Niechże teraz król zabrania i Moskiewskie draby,
Kiedy się już dowiedziały na Dunaju baby.
Co Moskiewskie, co królewskie nieśmie spojrzeć śmiało,
Co życzliwe, co poczciwe odwagi nabrało.
Kiedyć mogły proste chłopy narznąć tego chwastu,
Czemużby się nie udało stołecznemu miastu.
Niema rady cne sąsiady trzeba z miasta kurzyć,
Krwi i życia nie żałować, a ojczyznie służyć.
Zebrało się szewców, krawców, we wieczór do Jana,
Posiadali, rozmawiali do białego rana.
A był też tam Kałuzowski z Działyńskich rejmentu,
Ten najpierwszy zapowiedział żeby ciąć do szczętu.