Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I nie masz tęsknić do złotych ołtarzy,
Patrząc na tyle jasnych cudnych twarzy.
Nie smuć się, mówię, Polko w twéj żałobie,
Że Zbawiciela krzyż zabrali tobie.
Alboż o drogi, pokrwawiony cieniu,
Nie dźwigasz krzyża na własném ramieniu?
Ani narzekaj że twoje kapłany,
Wróg żelaznemi powiązał kajdany,
Raczéj patrz na nich jak cicho je noszą,
I z jaką idą na męki rozkoszą.
A potém siostro przypadnij do ziemi,
Albowiemć dano żyć między świętymi. —
Nie szukaj pociech zdala i opieki,
Od nieszczęśliwych Chrystus nie daleki.
Wszakć już wiadoma męczenników droga,
To duszo polska sama idź do Boga.

W rocznicę przyjścia Zbawiciela świata,
Do wrót twych może anioł zakołata.
I jako niegdyś śpiewając po przedzie,
Do takiéj groty sybirskiéj powiedzie.