Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kędy w jaskini ze śniegu i lodu,
Modli się przyszły wybawca narodu.

Nie płacz ty głazów i nie płacz obrazów,
Duch święty w ciebie już przeszedł z tych głazów,
Kiedyś stanęła w kształt bożéj istoty,
Pierś rozkrywając na swych wrogów groty,
Kiedy wróg w piersi twe bagnetem godził,
O! duszo polska, sam Bóg w ciebie wchodził,
I podnosiłaś się z cierpień padołów,
Nad wyniesione wieżyce kościołów,
Gdy wróg krwią twoją upojony szalał,
Tyś się wznosiła, a świat cały malał.
I na tym świata umarłego grobie,
Ty byłaś w Bogu, a kościół był w tobie.

Gdy dzień spokoju na twe zejdzie łany,
Wejdziesz jak dawniéj w ciche świątyń ściany,
I w chórze braci zrzenicą twą łzawą,
Po krwawéj ujrzysz ofiarę bezkrwawą,
A dziś ze świątyń ojców twych wygnana,
Duchem się podnoś przed majestat Pana