Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I purpur wziąłeś, ale ze krwi własnéj,
I odeszedłeś nagi, wielki, jasny.

Ja gdy mi Cezar cieniem blask zasłonił,
Gdym ziemię ujrzał pod mojemi stopy,
Przepychu władzy jam precz nie odgonił,
Jowisz w uściski padłem Europy.
A zapomniałem, że Jowisz co bierze
Tę piękną postać, zamienia się w zwierze.

Tyś pan nad pany człeka nazwał bratem,
Ja byłem światem, ty więcéj niż światem,
Ty coś porówno był z bratem i wrogiem,
Spokojny wiecznie jasny, tyś był Bogiem.

Bez wojen z ludy, wszystkieś ludy pobił,
Zmarłe wskrzeszałeś do życia z pod ziemi,
I czego geniusz nad ludy nie zrobił,
Tyś krzyżem męki podniósł się nad nimi.
Ty coś w miłości wolność świata wskazał,
Ty coś napełnił świat swém słowem błogiem,