Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zdrada nie dziwi mnie, ni złość zasmuca,
A sęp powoli wyżera mi płuca.

Znam błędy moje i o tę się skarzę,
Lecz nie przed wami bezwstydni zbrodniarze,
Których imiona jak liść zwiędły z drzewa,
Z ust moich wzgarda nieskończona zwiewa,
Z win moich jedna ta największa w świecie,
Żem was nie wymiótł podłe złote śmiecie,
Ja co was miałem leżących pod nogą,
Jak owad chciwych roskosz ziemi chłeptać,
Ja com was widział przerażonych trwogą,
I by się ruszać musiałem was deptać.
Naszczekująca na mnie złota zgrajo,
Imiona wasze zmilczę bo je znają.

— »U stołu ziemi krótka wam biesiada,
Z drzewa Europy owoc wasz opada,
I nie powstrzyma koniecznéj kolei,
Wyzywających klątwa czarodziei,
Których dłoń sięga do trumien zawiasów
Gdzie leżą zmarli syci nędz swych czasów,