Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Które mi korne oddały Lombardy,
Korona świata co mi w oczach lśniała,
W płomieniach Moskwy pękła i stopniała.

Wtedy zły geniusz stawił się przedemną,
Wprzód niewidzialnie ciążący na duchu,
I zajrzał w oczy mi swą twarzą ciemną,
I tém spojrzeniem posępnym bez ruchu,
Jakiem się patrzał w Brutusa namiocie
Wieniec na głowie mając kuty w złocie.

On co się podniósł nad świat własną siłą,
I blaskiem swoim starą Romę krasił,
Jak niegdyś Rzymu zgasił wolność zgniłą,
Cezara we mnie Cezar sam zagasił,
Gwiazdy dni pierwszych nie mogłem zapalić,
I armii mojéj nie mogłem ocalić.

Stało się, taka przeznaczenia wola,
Która wyroki pisze na żelazie,
Skończona świetna ma cesarska rola,
Orzeł na skalnym śmierci czekam głazie.