Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Oceanidy przy nim się unoszą,
I smutne czoła pochylając płaczą.

I Cesarz widział taką ilość wrogów
Przebytych bojów obojętny świadek,
I poznał że to godne starych bogów,
Taka ogromna walka i upadek.
I słyszał własne słowa z téj oddali,
Lecące k’niemu jak głuchy szum fali.

— »Ja jeden z wszystkich wiedziałem gdzie dążę,
W bitwach nie w miękim wychowany puchu,
I we mnie jednym ze wszystkich był książe,
Książe był we mnie w mym straszliwym duchu,
Który się w bitwach jak w burzach rozbłyskał,
I czułem że się jak lew we mnie ciskał,
I on to w paszczy znosił mi pod stopy
Złote korony książąt Europy.

— »Jam je podnosił i kładłem na czoło,
I uświetniałem przedmiot godzien wzgardy,
Ten wieniec Francyi, to żelazne koło,