Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


By wyzwać ducha co te plamy zetrze
I zaduszone oczyści powietrze.
Nie dla was życie zdobywane bojem,
Kłamcy cnót wszystkich zepsuci do wnętrzy,
I z których każdy tym gorszy im świętszy,
Im się złocistszym okrywa spokojem.

Histrjony! wdzięcznie słówek brzmiących tkacze,
Ruchów, uśmiechów, gestów udawacze,
I cóż was łączy, jaka wyższa sprawa?
Czy na tym starym Europy grobie,
Tak się rycerskie prawice podawa,
I taką szczerą miłość ma ku sobie,
I tak się wierzy w cel i w cześć wzajemną?
I wyście chcieli grać swe głupstwa ze mną....

O znam ja wieku mego wszystkie godła,
W religii pozór, w miłości, w przyjaźni,
Czego się dotkniesz tylko larwa podła,
A cnota w złotych zmyśleń wyobraźni.
Połyskująca szata z bark im spada,
Anioł po wierzchu, wewnątrz bestya gada.