Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ciężko leżące śród pustynnych spieków,
Zrozumiał sfinxa gdy mówił przed wielą,
Czterdzieści na was ztąd spogląda wieków.
Czterdzieści wieków tajemnicy strzeże,
Którą rozwiążą dziś wolni żołnierze.

Patrzcie na sfinxa pół człowiek — pół zwierze,
To Francya pokąd dla swéj sławy działa,
Żeby dostojnym człowiekiem powstała,
By wszystko z człeka, z zwierza nic nie miała.
Niech trudy wieków na ramiona bierze,
I gdzie wzrok padnie w krąg po świata kresie,
Niech wszędzie wolność jakby gwiazdę niesie.

Żołnierze! kiedy zwycięztwa dosiężem,
Gdy nie odmówi nam ziemia zasługi,
Wtedy Sfinx Francya białym stanie mężem,
I z niebem pocznie obliczać swe długi,
A łzę niewoli gdy osuszy z powiek,
Pierwsza na czoło weźmie imie... Człowiek...

Człowiek! krzyknęła armja wznosząc dłonie,