Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pustynia serce pociąga olbrzymie,
I rozkoszuje się śród piasków morza,
Pustynia z którą jedno nosi imie
Całemu światu znane: wielkość boża.
I gdzie panuje tylko jego władza,
I gdzie się w wichrach tylko Bóg przechadza.

Pustynia, kędy woli nie okiełza
Znikoma siła pysznego despoty,
Gdzie wolny orzeł w niebo wznosi loty;
Po skrytych ścieszkach wąż zdradliwy pełza.
Kędy lew groźny nie strwożon przed niczem,
Stawa swobodny przed słońca obliczem.

I szedł pustynią przy błysku bagnetów,
Jak Alexander z Homera Iliadą,
Ku pyramidom szedł drogą szkieletów,
Które pod siebie burze piasków kładą,
I które potém w głuchą nocną ciszę,
Zwęglone grzeją poziębłe derwisze.

Na sfinxach wsparty co się w słońcu bielą,