Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W przeszłości swojéj budząc kartę nową.
Karta jak wstęga cherubinów biała,
Na któréj świeci lśniący napis chwała.

Tam po téj stronie zkąd wichry płomienne,
Italską ziemię żywym ogniem pieką,
Sterczą ku niemu piramidy senne,
Po których wieki jako deszcze cieką,
I jedno tylko co nad twardym grzbietem,
Zapanowało w głąb kamienną wdarte,
Imie wyryte francuzkim bagnetem,
Wolność i drugie imie Bonaparte.
Na wschód go wiedzie gwiazda pałająca,
Na wschód mu droga do kolebki słońca.

I duch cesarza poznał gwiazdę swoją,
I cel jéj poznał nad orlemi czoły,
Czemu Herody gwiazdy się téj boją,
I czemu pastuch wita ją wesoły,
I wie że gwiazda nad tym człekiem wschodzi,
W którego piersiach żywy Bóg się rodzi.